Where The Hell Is Hel Trip 2010 stage 1
Sobota, 10 lipca 2010 Kategoria bike: elnino, cel: turistas, dist: from 50 to 100, opis: nie sam, trip: Bałtyk
Km: | 75.19 | Km teren: | 5.00 | Czas: | 03:20 | km/h: | 22.56 |
Pr. maks.: | 45.90 | Temperatura: | 34.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Dzień pierwszy spontanicznej wyprawy w same czeluście piekielne czyli w upalne słońce cypelka na Helskiej mierzei.
Tym razem nadmorska wyprawa jakimś cudem nie w samotności, skład zespołu przedstawiał się nasępująco:
-pavel na red dragonie
-ja na orzele siódmym
Ze względu na to że trasa wycieczki została zaplanowana podczas jazdy, to może kiedyś ja przedstawie, ale teraz mi się nie chce :P
Ze względu na powolny internet z jakim przychodzi mi się męczyć to zdjęcia też może kiedyś udostępnie, bo teraz mi się nie chce.
Ogólnie to wyjazd o 7rano z Byczyny, na ciapąg do Chojnic. Dwie przesiadeczki i już o 17 jesteśmy w Chojnicach.
No to tak powoli z dnia na dzień będo coś dopisywał do tych wpisów aż wyjdą wpisy z prawdziwego zdarzenia a nie takie słabiutkie jak w przypadku Rozewie Tour 2009 (RT2009)
Dzisiaj chciałem napisać, że stacja PKP Chojnice to dla mnie wielka zagadka i uważam, że każda osoba która uważa się za podróżnika powinna ją odwiedzić. Dlaczego? Może nie powinienem odkrywać tak od razu całej tajemnicy, ale co tam, jak się tego nie zobaczy na własne oczy i nie przeżyje to się i tak nie liczy, więc napiszę o tych dziwniejszych rzeczach. Po pierwsze, do Chojnic jeździ masa pociągów. No jakbym nie patrzył w rozkładzie jazdy to wszędzie te Chojnice. Z południa na północ, z zachodu na wschód, wszędzie przez Chojnice, a nie mają tam w ogóle trakcji i większość torów to single-tracki. No i sprawa istotniejsza - opuszczenie dworca głównego PKP Chojnice to prawdziwe wyzwanie i zabawa dla najwytrwalszych, polecam.
Zjadamy część zapasów, coś tam popijamy, przebieramy się w obcisłe, to wszystko w środku miasta, w jakimś pseudo parku gdzie nawet ławek nie postawiono, no i wreszcie - napierniczamy przed siebie. Celem tego dnia było zrobienie tak z pięciu dyszek, żeby choć troszkę zbliżyć się do morza. Wyszło w sumie znacznie lepiej niż przypuszczałem. Co prawda droga nie była jakaś boczna, ale co chwila jeziorko z lewej, z prawej, jak to stwierdziłem w pewnym momencie "co dołek to jeziorek". Pod finiszem zaczął się bardziej falisty teren, podgórek i zgórek było coraz więcej z każdym kilometrem więc można wnioskować, że Chojnice to dobry punkt zaczepienia na kolejne wyprawy.
Nocleg w wioseczce pod Kościerzyną o wdzięcznej nazwie Szarlota. Skierowali nas tam tambylcy na pytanie o biwak i jeziorko. Kąpiel w jeziorku i te sprawy oczywiście się udało zrealizować. Rozbiliśmy się na dziko, ale sąsiedzi tuż obok też dziko rozbici, więc nie było tak źle. Cudne dźwięki dosco-polo dobiegały nas niosąc się po wodach jeziora z pola namiotowego które minęliśmy. Ogólnie lajcik i fart na maksa ten dzień. Przed snem pomorski Specjal, coby się zasnąć udało może w pseudonamiocie...
Tym razem nadmorska wyprawa jakimś cudem nie w samotności, skład zespołu przedstawiał się nasępująco:
-pavel na red dragonie
-ja na orzele siódmym
Ze względu na to że trasa wycieczki została zaplanowana podczas jazdy, to może kiedyś ja przedstawie, ale teraz mi się nie chce :P
Ze względu na powolny internet z jakim przychodzi mi się męczyć to zdjęcia też może kiedyś udostępnie, bo teraz mi się nie chce.
Ogólnie to wyjazd o 7rano z Byczyny, na ciapąg do Chojnic. Dwie przesiadeczki i już o 17 jesteśmy w Chojnicach.
No to tak powoli z dnia na dzień będo coś dopisywał do tych wpisów aż wyjdą wpisy z prawdziwego zdarzenia a nie takie słabiutkie jak w przypadku Rozewie Tour 2009 (RT2009)
Dzisiaj chciałem napisać, że stacja PKP Chojnice to dla mnie wielka zagadka i uważam, że każda osoba która uważa się za podróżnika powinna ją odwiedzić. Dlaczego? Może nie powinienem odkrywać tak od razu całej tajemnicy, ale co tam, jak się tego nie zobaczy na własne oczy i nie przeżyje to się i tak nie liczy, więc napiszę o tych dziwniejszych rzeczach. Po pierwsze, do Chojnic jeździ masa pociągów. No jakbym nie patrzył w rozkładzie jazdy to wszędzie te Chojnice. Z południa na północ, z zachodu na wschód, wszędzie przez Chojnice, a nie mają tam w ogóle trakcji i większość torów to single-tracki. No i sprawa istotniejsza - opuszczenie dworca głównego PKP Chojnice to prawdziwe wyzwanie i zabawa dla najwytrwalszych, polecam.
Zjadamy część zapasów, coś tam popijamy, przebieramy się w obcisłe, to wszystko w środku miasta, w jakimś pseudo parku gdzie nawet ławek nie postawiono, no i wreszcie - napierniczamy przed siebie. Celem tego dnia było zrobienie tak z pięciu dyszek, żeby choć troszkę zbliżyć się do morza. Wyszło w sumie znacznie lepiej niż przypuszczałem. Co prawda droga nie była jakaś boczna, ale co chwila jeziorko z lewej, z prawej, jak to stwierdziłem w pewnym momencie "co dołek to jeziorek". Pod finiszem zaczął się bardziej falisty teren, podgórek i zgórek było coraz więcej z każdym kilometrem więc można wnioskować, że Chojnice to dobry punkt zaczepienia na kolejne wyprawy.
Nocleg w wioseczce pod Kościerzyną o wdzięcznej nazwie Szarlota. Skierowali nas tam tambylcy na pytanie o biwak i jeziorko. Kąpiel w jeziorku i te sprawy oczywiście się udało zrealizować. Rozbiliśmy się na dziko, ale sąsiedzi tuż obok też dziko rozbici, więc nie było tak źle. Cudne dźwięki dosco-polo dobiegały nas niosąc się po wodach jeziora z pola namiotowego które minęliśmy. Ogólnie lajcik i fart na maksa ten dzień. Przed snem pomorski Specjal, coby się zasnąć udało może w pseudonamiocie...