Praded 2008 dzień 2
Sobota, 12 lipca 2008 Kategoria bike: elnino, cel: turistas, dist: 100 and more, opis: foto, opis: nie sam
| Km: | 161.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 07:22 | km/h: | 21.86 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Drugi dzień wyprawy na Pradziada.
Chwile po 8 rano wyruszyliśmy na miejsce zbiórki. platon, chmielu i ja. Tam po chwili dołączył do nas nasz przewodnik i fotograf zarazem, ryszardzik i wyruszyliśmy powalczyć z Pradziadem.
Od pierwszych kilometrów trzymaliśmy całkiem niezłe tempo, w sumie mało turystyczne, ale czułem przypływ mocy i mogłem jechać w ten dzień bardzo szybko i bardzo daleko. Głównym sprawcom pośpiechu był Rysiek... ale skoro czuł moc, nie było się co sprzeciwiać. Pogoda była niezła, choć podobnie jak dzień wcześniej już od samego statu przyssałem się do butelki... właśnie, do butelki, bo zapomniałem dopisać, że dzień wcześniej w drodze do Głubczyc urwał mi się koszyk.
trasy nie opisuje, bo pięknie ją rozrysował platon w swoim bikelogu [dostep ode mnie z lewej strony loga ;-)] a tutaj skrót do mapki
Ogólnie sporo zjazdów i podjazdów, jak to w górach. Po jakichś 2óch godzinkach jazdy już tak bardzo nie chciało mi się pić, a od natankowania magicznej, śmierdzącej zbukami i rdzą, do tego gazowanej wody z 'pitnego pavilonu' w Karlowej Studence to już w ogóle nie musiałem pić, na samą myśl o piciu w nosie czułem ten smród, a w ustach ten straszny posmak... Ale woda miała moc, trzeba przyznać.
Na samym wjeździe na Pradziada zostałem z Ryśkiem, przez co troszeczke sobie odpocząłem zamiast paść na szczycie ze zmęczenia. Ale co tam, respekt dla Ryśka za wspaniałą walke z własnymi słabościami... no i przynajmniej mogłem sobie swobodnie poobserwować te wszystkie czeskie turystki ;-) chociaż ta jedna na rowerze to akurat zjeżdżała a przy ponad 50kmh to wiele się z moim wzrokiem nie zauważy :|
Już w trakcie podjazdu widziałem szalejące w dole ulewy i słyszałem pomruki burzy. Na nasze nieszczęście padać zaczęło właśnie w momencie kiedy zaczęliśmy zjeżdżać. Z chwil kiedy już kropiło [na zjeździe zdawało się że już leje, jak to prędkość potrafi zmienić postrzeganie] byli jeszcze na zjezdzie ludzie, w pewnym moemncie Chmielu przychamował tuż przede mną a tuż za Ryśkiem, przez ułamek sekundy było słychać pisk, na drodze został na oko 2 metrowy ślad a w powietrzu czuć było paloną gume ;-) już wtedy wiedziałem że to będzie fajny zjazd. Niestety z powodu nasilającego się z sekundy na sekunde deszczu musieliśmy się schować. Przesiedzieliśmy deszcz i ruszyliśmy, niestety po ociekającej nawierzchni w doł. Mimo to miejscami było na prawde szybko, szkoda hamować na takim zjezdzie. Jednak musze tam wrócić i po suchym zjechać. Wiele z powrotu nie pamietam, bo to powrót w końcu. Goniły nas jakieś bikerki, my mężnie uciekaliśmy i ostatecznie dzięki przejechaniu na czerwonym świetle udało nam się uciec. No na i granicy złapała nas kolejna ulewa. Z ukrycia wyjechałem prędzej, bo czułem moc [po 130 lub więcej kilometrach... niezle...] i potargałem do Głubczyc ze średnia większą niż 30, celem było dojechanie do miasta przed zamknięciem biedy [Biedronki] udało się... i to nawet godzine przed zamknięciem, okazało się że moje poświęcenie było bezcelowe bo od poniedziałku do soboty od 9-21 jest czynne ;-)
Zmęczeni, wymoczeni [pranie z dnia prędzej też mi zamokło, bo inteligentnie chciałem wysuszyć na powietrzu...] ale szczęśliwi zasiedliśmy do kolacji dosyć pozno... w te noc spałem jak zabity mimo niewygodnego łóżka. Warto było i licze na powtórke. jazda po górach jest znacznie fajniejsza niż po nizinach.
Chwile po 8 rano wyruszyliśmy na miejsce zbiórki. platon, chmielu i ja. Tam po chwili dołączył do nas nasz przewodnik i fotograf zarazem, ryszardzik i wyruszyliśmy powalczyć z Pradziadem.
Od pierwszych kilometrów trzymaliśmy całkiem niezłe tempo, w sumie mało turystyczne, ale czułem przypływ mocy i mogłem jechać w ten dzień bardzo szybko i bardzo daleko. Głównym sprawcom pośpiechu był Rysiek... ale skoro czuł moc, nie było się co sprzeciwiać. Pogoda była niezła, choć podobnie jak dzień wcześniej już od samego statu przyssałem się do butelki... właśnie, do butelki, bo zapomniałem dopisać, że dzień wcześniej w drodze do Głubczyc urwał mi się koszyk.
trasy nie opisuje, bo pięknie ją rozrysował platon w swoim bikelogu [dostep ode mnie z lewej strony loga ;-)] a tutaj skrót do mapki
Ogólnie sporo zjazdów i podjazdów, jak to w górach. Po jakichś 2óch godzinkach jazdy już tak bardzo nie chciało mi się pić, a od natankowania magicznej, śmierdzącej zbukami i rdzą, do tego gazowanej wody z 'pitnego pavilonu' w Karlowej Studence to już w ogóle nie musiałem pić, na samą myśl o piciu w nosie czułem ten smród, a w ustach ten straszny posmak... Ale woda miała moc, trzeba przyznać.
Na samym wjeździe na Pradziada zostałem z Ryśkiem, przez co troszeczke sobie odpocząłem zamiast paść na szczycie ze zmęczenia. Ale co tam, respekt dla Ryśka za wspaniałą walke z własnymi słabościami... no i przynajmniej mogłem sobie swobodnie poobserwować te wszystkie czeskie turystki ;-) chociaż ta jedna na rowerze to akurat zjeżdżała a przy ponad 50kmh to wiele się z moim wzrokiem nie zauważy :|
Już w trakcie podjazdu widziałem szalejące w dole ulewy i słyszałem pomruki burzy. Na nasze nieszczęście padać zaczęło właśnie w momencie kiedy zaczęliśmy zjeżdżać. Z chwil kiedy już kropiło [na zjeździe zdawało się że już leje, jak to prędkość potrafi zmienić postrzeganie] byli jeszcze na zjezdzie ludzie, w pewnym moemncie Chmielu przychamował tuż przede mną a tuż za Ryśkiem, przez ułamek sekundy było słychać pisk, na drodze został na oko 2 metrowy ślad a w powietrzu czuć było paloną gume ;-) już wtedy wiedziałem że to będzie fajny zjazd. Niestety z powodu nasilającego się z sekundy na sekunde deszczu musieliśmy się schować. Przesiedzieliśmy deszcz i ruszyliśmy, niestety po ociekającej nawierzchni w doł. Mimo to miejscami było na prawde szybko, szkoda hamować na takim zjezdzie. Jednak musze tam wrócić i po suchym zjechać. Wiele z powrotu nie pamietam, bo to powrót w końcu. Goniły nas jakieś bikerki, my mężnie uciekaliśmy i ostatecznie dzięki przejechaniu na czerwonym świetle udało nam się uciec. No na i granicy złapała nas kolejna ulewa. Z ukrycia wyjechałem prędzej, bo czułem moc [po 130 lub więcej kilometrach... niezle...] i potargałem do Głubczyc ze średnia większą niż 30, celem było dojechanie do miasta przed zamknięciem biedy [Biedronki] udało się... i to nawet godzine przed zamknięciem, okazało się że moje poświęcenie było bezcelowe bo od poniedziałku do soboty od 9-21 jest czynne ;-)
Zmęczeni, wymoczeni [pranie z dnia prędzej też mi zamokło, bo inteligentnie chciałem wysuszyć na powietrzu...] ale szczęśliwi zasiedliśmy do kolacji dosyć pozno... w te noc spałem jak zabity mimo niewygodnego łóżka. Warto było i licze na powtórke. jazda po górach jest znacznie fajniejsza niż po nizinach.
Praded 2008 dzień 1
Piątek, 11 lipca 2008 Kategoria cel: turistas, dist: 100 and more, bike: elnino, opis: nie sam
| Km: | 142.91 | Km teren: | 10.00 | Czas: | 05:41 | km/h: | 25.15 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy dzień wyprawy na Pradziada.
z Byczyny wyrusza ekipa w składzie chmielu i ja. Trase do Opola zaplanował nam mapy.google.pl, jednakże jak zwykle kłamał i zrobiliśmy o 6km więcej, niemożliwe że aż tyle nadrobiliśmy gubiąc się w lesie na tych polnych drogach ;-)
Dlatego tylko do Opola, ponieważ w Opolu dołączył do nas platon i to on kierował na reszcie trasy. Całe szczęście mieliśmy z chmielem odpoczynek zanim do nas dojechał, bo przez miasto ładnie nas pociągnął, momentami chciałem krzyczeć zwolnijcie... miasto to nie miejsce na zmuszsanie turystów do szybkiej jazdy.
przebiegu nie opisuje, bo plaon pięknie to już zrobił, dlatego tutaj zamieszczam tylko odnośnik do mapy którą zamieścił
trasa wycieczki
Ogólnie mimo dnia przerwy przed wycieczką, nie wiem czy z powodu przejedzenia przed wyprawą, czy z powodu przepicia się w jej trakcie [co chwila piłem, nie wiem dlaczego, ale stale chciło mi się pić] także w ten dzień foma jakoś nie dopisała, gdzieś na podjeździe w okolicy Głogówka czy Krapkowic czułem że złapią mnie skurcze i totalnie zwolniłem. Taki drobny kryzys mnie dopadł. Całe szczęście było już blisko mety i szczęśliwie dojechałem bez żadnych przykrości do celu.
z Byczyny wyrusza ekipa w składzie chmielu i ja. Trase do Opola zaplanował nam mapy.google.pl, jednakże jak zwykle kłamał i zrobiliśmy o 6km więcej, niemożliwe że aż tyle nadrobiliśmy gubiąc się w lesie na tych polnych drogach ;-)
Dlatego tylko do Opola, ponieważ w Opolu dołączył do nas platon i to on kierował na reszcie trasy. Całe szczęście mieliśmy z chmielem odpoczynek zanim do nas dojechał, bo przez miasto ładnie nas pociągnął, momentami chciałem krzyczeć zwolnijcie... miasto to nie miejsce na zmuszsanie turystów do szybkiej jazdy.
przebiegu nie opisuje, bo plaon pięknie to już zrobił, dlatego tutaj zamieszczam tylko odnośnik do mapy którą zamieścił
trasa wycieczki
Ogólnie mimo dnia przerwy przed wycieczką, nie wiem czy z powodu przejedzenia przed wyprawą, czy z powodu przepicia się w jej trakcie [co chwila piłem, nie wiem dlaczego, ale stale chciło mi się pić] także w ten dzień foma jakoś nie dopisała, gdzieś na podjeździe w okolicy Głogówka czy Krapkowic czułem że złapią mnie skurcze i totalnie zwolniłem. Taki drobny kryzys mnie dopadł. Całe szczęście było już blisko mety i szczęśliwie dojechałem bez żadnych przykrości do celu.
Różnie
Środa, 9 lipca 2008 Kategoria dist: from 50 to 100, bike: flavia, baza: Byczyna, opis: nie sam
| Km: | 66.00 | Km teren: | 3.00 | Czas: | 03:08 | km/h: | 21.06 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: fernando | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Najpierw na działke na kozie, zebrać czereśnie.
Potem z bratem na starym rowerze do Wieruszowa, trasą którą niedawno jechałem.
Na zakończenie dnia, wezwany przez chmiela pozwiedzałem troszeczke pola wokół Byczyny.
Potem z bratem na starym rowerze do Wieruszowa, trasą którą niedawno jechałem.
Na zakończenie dnia, wezwany przez chmiela pozwiedzałem troszeczke pola wokół Byczyny.
Biskupice
Wtorek, 8 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, dist: less than 50
| Km: | 19.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:46 | km/h: | 24.78 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
dzisiaj ciągle padało, także tylko pojechałem od KB do Biskupic, był w Opolu jak sie okazało bo w deszczu nie ma co jeździć, także wróciłem przez Jaśkowice i Roszkowice, żeby jakieś przewyższenie przynajmniej zaliczyć ;-) może jutro będzie lepsza pogoda.
Okolice
Poniedziałek, 7 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, cel: bez celu, dist: from 50 to 100, opis: nie sam
| Km: | 64.80 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:25 | km/h: | 26.81 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj śmiganie po okolicy z bratem [nie prowadzi bikeloga, ale ciagle go namawiam ;-) ]. Jak się okazało trzyma nadal forme której nie potrafie zrozumieć. To ja tu się katuje, jeżdżę w każdej wolnej chwili, często nawet jak już nie mam ochoty to wychodze na rower i wtedy wpis podpisuje kategorią treningowo ;-) A on sobie czasem wyskoczy, to ze mną to z chmielem i w sumie jemu setki też lecą, ale i tak znacznie mniej przejechał ode mnie, a mimo to wpada na szose i depcze, że łohoho...
Dzisiejsza trasa, z elementami przejechanymi pierwszy raz, już prawie cały kompleks dróg w okolicach Bruny - Komorzno - Szklarka - Szymonków mam rozpoznany, teraz będzie trudniej się tam zgubić. A trasa wyglądała tak:
Byczyna -> Polanowice -> Proślice -> Jakubowice -> Bruny [z pominięciem Komorzna, do lasu wjechaliśmy jadąc w strone Wołczyna i skręcając w pierwszy asfalt w prawo, przy parkingu koła łowieckiego należy skręcić w prawo, droga w lewo kończy się przy jakiejś leśniczówce czy coś] -> Szklarka -> Szymonków -> Cegielnia [dzielnica Szymonkowa?] -> Polkowskie -> Włochy [tutaj ciekawostka, na wjeździe stał dokładnie ten sam kozieł ktory był na łączce po lewej który stał tam gdy byłem we Włoszech/Włocach pierwszy raz, z powodu zachmurzenia postanowiliśmy dalej nie jechać, no i załączył mi się ssak, bo tylko wode wzieliśmy i 0 żarcia, a jednak mój żołądek działa podobnie do czarnej dziury] -> Dziedzice [wjazd na 42, wreszcie obróceni z wiatrem, czas poprawić średnią] -> Duczów Wielki -> Wierzbica Górna -> Wołczyn [tutaj przystanek, brat ocenił że średnia na 42 wyszła około 34kmh] -> Brzezinki -> Skałągi -> Kochłowice -> Biskupice [jedynie w Skałągach tempo spadło do 30kmh, nawet pod górkę w Kochłowicach >30] -> Byczyna [jakoś za przejazdem kolejowym zaczęło najpierw kropić, potem już blisko Orlena zaczęło padać, w rondo wjeżdżałem w ulewie, brat chyba poleciał Słoneczną, bo jakoś go zgubiłem wtedy, z Basztowej zjeżdzałem tak mokry że już nie przejmowałem się wodą lecącą z kół ani tym że nie mam sił trzymać tempa, na podjeździe na Wałową omal się nie wywróciłem, bo masy wody napływające do oczu całkowicie mnie oślepiły, moje buciki jeszcze ociekają wodą, rzepowe zapięcia pomagają powiesić buty na sznurku do prania]
Wczoraj nie wiało, dzisiaj znów mocny wiatr powrócił, ale obraliśmy trase na której wiatr bardzo nie przeszkadzał, a w powrocie nawet bardzo pomagał.
A na jutro już jestem umówiony na jazde z KB ;-) moze troche terenu wpadnie, a tymczasem musze odświerzyć Orła7
Dzisiejsza trasa, z elementami przejechanymi pierwszy raz, już prawie cały kompleks dróg w okolicach Bruny - Komorzno - Szklarka - Szymonków mam rozpoznany, teraz będzie trudniej się tam zgubić. A trasa wyglądała tak:
Byczyna -> Polanowice -> Proślice -> Jakubowice -> Bruny [z pominięciem Komorzna, do lasu wjechaliśmy jadąc w strone Wołczyna i skręcając w pierwszy asfalt w prawo, przy parkingu koła łowieckiego należy skręcić w prawo, droga w lewo kończy się przy jakiejś leśniczówce czy coś] -> Szklarka -> Szymonków -> Cegielnia [dzielnica Szymonkowa?] -> Polkowskie -> Włochy [tutaj ciekawostka, na wjeździe stał dokładnie ten sam kozieł ktory był na łączce po lewej który stał tam gdy byłem we Włoszech/Włocach pierwszy raz, z powodu zachmurzenia postanowiliśmy dalej nie jechać, no i załączył mi się ssak, bo tylko wode wzieliśmy i 0 żarcia, a jednak mój żołądek działa podobnie do czarnej dziury] -> Dziedzice [wjazd na 42, wreszcie obróceni z wiatrem, czas poprawić średnią] -> Duczów Wielki -> Wierzbica Górna -> Wołczyn [tutaj przystanek, brat ocenił że średnia na 42 wyszła około 34kmh] -> Brzezinki -> Skałągi -> Kochłowice -> Biskupice [jedynie w Skałągach tempo spadło do 30kmh, nawet pod górkę w Kochłowicach >30] -> Byczyna [jakoś za przejazdem kolejowym zaczęło najpierw kropić, potem już blisko Orlena zaczęło padać, w rondo wjeżdżałem w ulewie, brat chyba poleciał Słoneczną, bo jakoś go zgubiłem wtedy, z Basztowej zjeżdzałem tak mokry że już nie przejmowałem się wodą lecącą z kół ani tym że nie mam sił trzymać tempa, na podjeździe na Wałową omal się nie wywróciłem, bo masy wody napływające do oczu całkowicie mnie oślepiły, moje buciki jeszcze ociekają wodą, rzepowe zapięcia pomagają powiesić buty na sznurku do prania]
Wczoraj nie wiało, dzisiaj znów mocny wiatr powrócił, ale obraliśmy trase na której wiatr bardzo nie przeszkadzał, a w powrocie nawet bardzo pomagał.
A na jutro już jestem umówiony na jazde z KB ;-) moze troche terenu wpadnie, a tymczasem musze odświerzyć Orła7
Byczyna i okolice
Niedziela, 6 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, cel: treningowo, dist: from 50 to 100
| Km: | 59.40 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:14 | km/h: | 26.60 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Byczyna -> Gola -> Chróścin -> Bolesławiec -> Mieleszyn -> Wieruszów -> Kuźnica Skakawska -> Opatów -> Łęka Opatowska -> Raków -> Siemianice -> Chróścin -> Gola -> Byczyna
mxs 54 km/h
mxs 54 km/h
4 wyjazdy
Sobota, 5 lipca 2008 Kategoria dist: 100 and more, cel: treningowo, bike: elnino, baza: Byczyna, opis: nie sam
| Km: | 107.00 | Km teren: | 10.00 | Czas: | 04:21 | km/h: | 24.60 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj 4 wyjazdy.
1) powolny spacerek z pieskiem do Miechowej, dist ok. 14km avs ok 15km/h
2) wariacka jazda do kluczborka i powrót możliwie najbardziej okrężną drogą, dist ok. 52km, time 1:46
3) srednim tempem Byczna -> Nasale -> Wojsławice -> Sierosławice -> Borek -> Byczyna
4) wieczorne dokręcanie do 100, wokół zalewu, Ciecierzyn -> Kostów -> Gola -> Jaśkowice -> Byczyna
1) powolny spacerek z pieskiem do Miechowej, dist ok. 14km avs ok 15km/h
2) wariacka jazda do kluczborka i powrót możliwie najbardziej okrężną drogą, dist ok. 52km, time 1:46
3) srednim tempem Byczna -> Nasale -> Wojsławice -> Sierosławice -> Borek -> Byczyna
4) wieczorne dokręcanie do 100, wokół zalewu, Ciecierzyn -> Kostów -> Gola -> Jaśkowice -> Byczyna
Szybka 30
Piątek, 4 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, cel: treningowo, dist: less than 50
| Km: | 47.20 | Km teren: | 4.00 | Czas: | 01:36 | km/h: | 29.50 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
hmm... to chyba jakiś pech czy coś, ledwo mi się wakacje zaczeły to pogoda musiała się zrypać... Popaduje i wieje prawdziwy halny.
Ale kilometry trzeba zrobić mimo pogody, mimo tego że załatwiłem kolejny licznik i mimo tego że nogi jeszcze nie czują się dobrze, bo nie przyzwyczajone do codziennego pokonywania przyzwoitych dystansów.
Czasóweczka na stałej 30 km trasie zakończona mimo wyjątkowo silnego i wyjątkowo niesprzyjającego wiatru, mimo braku pary w nogach i ogólnego uczucia zużycia, zakończona w bardzo przyzwoitym czasie jak na pierwszy raz w sezonie. 54:28.77. Myślę, że gdyby było bezwietrznie, sucho, ciepło i miałbym lepszą dyspozycje to zszedłbym już na pierwszej tegorocznej próbie poniżej 54 minut, czyli z nowym rowerem można spodziewać się rekordowych średnich na asfalcie.
Wieczorem, po 20 wyjazd w mżawce ktora po 3 km przemieniła się w drobny deszczyk. Dokręcenie kilku kilometrów w takich kiepskich warunkach, a potem mycie rowerka i poszukiwanie w internecie jakichś dobrych wiadomości o pogodzie... niestety nic dobrego na najbliższe dni nie zapowiadaja... szkoda troche jezdzic na nowym rowerku w deszczu, moze trzeba bedzie pare rundek na flavii walnąć...
edit: czas 54:28.77 to nowa życiówka na dystansie 30 km
Ale kilometry trzeba zrobić mimo pogody, mimo tego że załatwiłem kolejny licznik i mimo tego że nogi jeszcze nie czują się dobrze, bo nie przyzwyczajone do codziennego pokonywania przyzwoitych dystansów.
Czasóweczka na stałej 30 km trasie zakończona mimo wyjątkowo silnego i wyjątkowo niesprzyjającego wiatru, mimo braku pary w nogach i ogólnego uczucia zużycia, zakończona w bardzo przyzwoitym czasie jak na pierwszy raz w sezonie. 54:28.77. Myślę, że gdyby było bezwietrznie, sucho, ciepło i miałbym lepszą dyspozycje to zszedłbym już na pierwszej tegorocznej próbie poniżej 54 minut, czyli z nowym rowerem można spodziewać się rekordowych średnich na asfalcie.
Wieczorem, po 20 wyjazd w mżawce ktora po 3 km przemieniła się w drobny deszczyk. Dokręcenie kilku kilometrów w takich kiepskich warunkach, a potem mycie rowerka i poszukiwanie w internecie jakichś dobrych wiadomości o pogodzie... niestety nic dobrego na najbliższe dni nie zapowiadaja... szkoda troche jezdzic na nowym rowerku w deszczu, moze trzeba bedzie pare rundek na flavii walnąć...
edit: czas 54:28.77 to nowa życiówka na dystansie 30 km
Goła
Czwartek, 3 lipca 2008 Kategoria bike: elnino, baza: Byczyna, dist: from 50 to 100
| Km: | 57.10 | Km teren: | 10.00 | Czas: | 02:13 | km/h: | 25.76 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Byczyna -> Nasale -> Goła -> Zdziechowice -> Uszyce -> Dzietrzkowice -> Łubnice -> Wójcin -> Bolesławiec -> Gola -> Byczyna
Do dom
Środa, 2 lipca 2008 Kategoria bike: elnino, dist: 100 and more
| Km: | 116.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:58 | km/h: | 23.36 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Powrót, trasa nowa, przez Jelcz, troszeczke sie zgubiłem w Jelczu, ale co tam...
Wrocław -> Kamieniec Wrocławski -> Czernica -> Ratowice -> Jelcz-Laskowice [trochę się pogubiłem] -> Janików -> Biskupice Oławskie -> Ligota Książęca -> Barzyna -> Smarchowice Śląskie -> Namysłów -> Domaszowice -> Wołczyn -> Byczyna
dystans wyszedł około 105, ale predzej troche we wrocławiu przejechałem, uczelnia, biedronka itp.
Wrocław -> Kamieniec Wrocławski -> Czernica -> Ratowice -> Jelcz-Laskowice [trochę się pogubiłem] -> Janików -> Biskupice Oławskie -> Ligota Książęca -> Barzyna -> Smarchowice Śląskie -> Namysłów -> Domaszowice -> Wołczyn -> Byczyna
dystans wyszedł około 105, ale predzej troche we wrocławiu przejechałem, uczelnia, biedronka itp.






