Terenowo
Środa, 23 lipca 2008 Kategoria baza: Wrocław, bike: elnino, cel: bez celu, dist: from 50 to 100
| Km: | 94.02 | Km teren: | 65.00 | Czas: | 03:57 | km/h: | 23.80 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
mxs 39.8 troche śmieszna maksymalna prędkość, ale coż ;-)
Dzisiajszą trasę znowu ciężko opisać, sporo jechałem przez wioski i wioseczki w których nigdy prędzej nie byłem, nie zawsze posiadały one asfaltową drogę, a jeszcze częściej przejeżdżałem przez nie drogą szutrową lub jakimiś haszczami pomiędzy polami, czasem był to kawał piaszczystego pasu między polami a czasem małe jeziorko pomiędzy drzewami w lesie... w każdym razie ciąg zwiedzania terenu okolicznego mniej i bardziej trwa nadal. Jeszcze jest pare dróg na których mnie nie było.
Byczyna -> Ciecierzyn [przy kościele zjazd z asfaltu] -> Miechowa -> Komorzno -> Ignacówka -> Wodziczna -> Ignacówka Pierwsza [po drodze jakiś krzaczor pojechał mi po ręce kolcami, zaczęła tryskać krew... należało się zemścić. używając wszelkich znanych mi sposobów szukałem jakiegoś sposobu. ostatecznie postanowiłem pożreć jego jeszcze nienarodzone dzieci... troche mnie zdziwiło że jerzyny już dojrzały, znaczy mam nadzieje że nic trującego nie zjadłem ;-) ] -> Wielki Buczek -> Aniołka Parcele -> Aniołka Druga -> S... [nie pamiętam nazwy, potem było coś jeszcze, czego nazwy też nie pamiętem] -> Smardze [droga z ekstremalną ilością czereśni... znowu się spóźniłem, oby sezonu na jabłka nie przespać... no i śliwki zaczynają już wyglądać apetycznie ;-) ] -> Laski [przy zamku w lewo, trafiłem gdzieś... ale nie mam pojęcia gdzie ;-) , być może były to już Słupia pod Kępnem] -> Zmyślona -> Kuźnica Słupska -> Łęka Opatowska -> Opatów -> Wieruszów -> Kaltka -> Mieleszynek -> Żdżary [po tej stronie mapy pogoda znacznie gorzej wyglądała, może dlatego że już się po 18 zrobiło, nastał więc czas powrotu] -> Ludwinów -> Łubnice [no i zaczęło kropić, było mi troszeczkę zimno, nie wiem, może ze zmęczenia, a może faktycznie się ochłodziło, w takim stanie deszcz mógłby mi zaszkodzić, więc asfalt i ostre deptanie] -> Borek -> Byczyna [cały czas kropiło przez co bałem się dokręcać te brakujące 6 km... zreszta nic nie szkodzi, jeszcze się dokręci]
Ogólnie podczas jazdy strasznie mnie wkurzały fragmenty które już znam. Z grubymi oponami każdy kilometr trasy którą się już zna to strata czasu i sił. Można odkrywać nieznane, ale czasem dojeżdża się do dróg które przestają przypominać drogi. Dzisiaj przejechałem 2 odcinki takiego piachu, że miałem poważne kłopoty z utrzymaniem roweru w ruchu. Mimo że nie forsowałem tempa, sił miałem pod dostatkiem, to nawet spora kadencja nie wystarczała żeby jechać. Rower po prostu tańcował we wszystkie strony i zaczynał się kopać coraz głębiej. Jak walczyć to z górami a nie z piachem, chociaż...
Ogólnie nic ciekawego nie widziałem, sporo nowych dróg poznałem, część z nich przejezdna, o części można zapomnieć. No i wiem już gdzie moge dalej jeździć, okolic Ludwinowa i tych wszystkich Ignacówek i Aniołek nie znam, i to mogą być cele na kolejne wyjazdy.
Dzisiajszą trasę znowu ciężko opisać, sporo jechałem przez wioski i wioseczki w których nigdy prędzej nie byłem, nie zawsze posiadały one asfaltową drogę, a jeszcze częściej przejeżdżałem przez nie drogą szutrową lub jakimiś haszczami pomiędzy polami, czasem był to kawał piaszczystego pasu między polami a czasem małe jeziorko pomiędzy drzewami w lesie... w każdym razie ciąg zwiedzania terenu okolicznego mniej i bardziej trwa nadal. Jeszcze jest pare dróg na których mnie nie było.
Byczyna -> Ciecierzyn [przy kościele zjazd z asfaltu] -> Miechowa -> Komorzno -> Ignacówka -> Wodziczna -> Ignacówka Pierwsza [po drodze jakiś krzaczor pojechał mi po ręce kolcami, zaczęła tryskać krew... należało się zemścić. używając wszelkich znanych mi sposobów szukałem jakiegoś sposobu. ostatecznie postanowiłem pożreć jego jeszcze nienarodzone dzieci... troche mnie zdziwiło że jerzyny już dojrzały, znaczy mam nadzieje że nic trującego nie zjadłem ;-) ] -> Wielki Buczek -> Aniołka Parcele -> Aniołka Druga -> S... [nie pamiętam nazwy, potem było coś jeszcze, czego nazwy też nie pamiętem] -> Smardze [droga z ekstremalną ilością czereśni... znowu się spóźniłem, oby sezonu na jabłka nie przespać... no i śliwki zaczynają już wyglądać apetycznie ;-) ] -> Laski [przy zamku w lewo, trafiłem gdzieś... ale nie mam pojęcia gdzie ;-) , być może były to już Słupia pod Kępnem] -> Zmyślona -> Kuźnica Słupska -> Łęka Opatowska -> Opatów -> Wieruszów -> Kaltka -> Mieleszynek -> Żdżary [po tej stronie mapy pogoda znacznie gorzej wyglądała, może dlatego że już się po 18 zrobiło, nastał więc czas powrotu] -> Ludwinów -> Łubnice [no i zaczęło kropić, było mi troszeczkę zimno, nie wiem, może ze zmęczenia, a może faktycznie się ochłodziło, w takim stanie deszcz mógłby mi zaszkodzić, więc asfalt i ostre deptanie] -> Borek -> Byczyna [cały czas kropiło przez co bałem się dokręcać te brakujące 6 km... zreszta nic nie szkodzi, jeszcze się dokręci]
Ogólnie podczas jazdy strasznie mnie wkurzały fragmenty które już znam. Z grubymi oponami każdy kilometr trasy którą się już zna to strata czasu i sił. Można odkrywać nieznane, ale czasem dojeżdża się do dróg które przestają przypominać drogi. Dzisiaj przejechałem 2 odcinki takiego piachu, że miałem poważne kłopoty z utrzymaniem roweru w ruchu. Mimo że nie forsowałem tempa, sił miałem pod dostatkiem, to nawet spora kadencja nie wystarczała żeby jechać. Rower po prostu tańcował we wszystkie strony i zaczynał się kopać coraz głębiej. Jak walczyć to z górami a nie z piachem, chociaż...
Ogólnie nic ciekawego nie widziałem, sporo nowych dróg poznałem, część z nich przejezdna, o części można zapomnieć. No i wiem już gdzie moge dalej jeździć, okolic Ludwinowa i tych wszystkich Ignacówek i Aniołek nie znam, i to mogą być cele na kolejne wyjazdy.
Tur De Zalew
Wtorek, 22 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, dist: less than 50, opis: nie sam
| Km: | 18.29 | Km teren: | 10.00 | Czas: | 01:02 | km/h: | 17.70 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj mało. tylko wokół zalewu i troche po mieście, bo zerwała mi się linka od tylnej przerzutki. na takim przymusowym single speedzie nie da sie jezdzic.
Kręcenie po terenie
Poniedziałek, 21 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, cel: bez celu, dist: from 50 to 100
| Km: | 77.80 | Km teren: | 60.00 | Czas: | 04:03 | km/h: | 19.21 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
mxs 53,2
ehh dzisiaj kręcenie po terenie
trasa (tylko przybliżenie, bo asfaltami nie jezdziłem praktycznie wcale, już więcej bezdroży i leśnych prawie dróg)
Byczyna -> Gola [koniec asfaltu] -> Borek [chyba nie ma innego jak totalnie zarosnietego dojazdu, znowu jak rok temu] -> Sierosławice -> Roszkowice [z Sierosławic oczywiście bezasfaltowa trasa] -> Paruszowice -> Dobiercice -> Chudoba [w Chudobie asfalt bo wszystko zalali] -> Sarnów -> Biskupice -> Brzózka [inaczej mowiac wokół zalewu] -> Proślice -> Komorzno [zamiast w prawo na Miechowe to na wprost przez las na Janówke] -> Janówka [niebieskim szlakiem, wyjazd przy moscie kolejowym, około kilometra czereśni, szkoda ze juz po sezonie] -> Siemianice -> Kol. Bol. Chróścin [na skrzyżowaniu na wprost] -> Wójcin -> Gola [ale ani metra nie przejechałem jeszcze raz ;-) ] -> Gołkowice [cegielnią] -> Ciecierzyn -> Byczyna
Troche za dużo kałuż jak na moje zdrowie, co chwila zwalnianie, żeby nie wrócić całkiem zabłoconym. Ogólnie nogi i tak miałem na finiszu w błocie, ale mogło być znacznie gorzej, co pokazał mi wieczorem chmielu.
ehh dzisiaj kręcenie po terenie
trasa (tylko przybliżenie, bo asfaltami nie jezdziłem praktycznie wcale, już więcej bezdroży i leśnych prawie dróg)
Byczyna -> Gola [koniec asfaltu] -> Borek [chyba nie ma innego jak totalnie zarosnietego dojazdu, znowu jak rok temu] -> Sierosławice -> Roszkowice [z Sierosławic oczywiście bezasfaltowa trasa] -> Paruszowice -> Dobiercice -> Chudoba [w Chudobie asfalt bo wszystko zalali] -> Sarnów -> Biskupice -> Brzózka [inaczej mowiac wokół zalewu] -> Proślice -> Komorzno [zamiast w prawo na Miechowe to na wprost przez las na Janówke] -> Janówka [niebieskim szlakiem, wyjazd przy moscie kolejowym, około kilometra czereśni, szkoda ze juz po sezonie] -> Siemianice -> Kol. Bol. Chróścin [na skrzyżowaniu na wprost] -> Wójcin -> Gola [ale ani metra nie przejechałem jeszcze raz ;-) ] -> Gołkowice [cegielnią] -> Ciecierzyn -> Byczyna
Troche za dużo kałuż jak na moje zdrowie, co chwila zwalnianie, żeby nie wrócić całkiem zabłoconym. Ogólnie nogi i tak miałem na finiszu w błocie, ale mogło być znacznie gorzej, co pokazał mi wieczorem chmielu.
Motokros
Niedziela, 20 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, dist: from 50 to 100, opis: nie sam
| Km: | 80.38 | Km teren: | 20.00 | Czas: | 03:26 | km/h: | 23.41 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
mxs 55.91 kmh
dzisiaj nie zdjąłem jeszcze grubaśnych, posiadających bieżnik opon pożyczonych od chmiela na wczorajszy rajd terenowy, bo planem na dziś był kolejny wypad w teren.
Najpierw, niedługo po obiedzie wyjazd planowany, leśny tor motocrossowy pod Kozłowicami, jazda asfaltem, podobno najkrótsza drogą. Na miejscu po prostu wymiękłem, podjechanie pod większość górek bez uzyskania należytej prędkości na zjeździe było praktycznie niemożliwe, a prędkości na zjazdach nie uzyskiwałem choćby przez brak amora i po prostu ze strachu.
Zaliczyłem tylko jedną glebe, toche zbyt odważnie postanowiłem wyskoczyć na hopce, ale troche zbyt strachliwie operowałem hamulcem na dnie rowu... no i gleba ;-) ale co tam. Kilka razy było znacznie bardziej niebezpiecznie, a to podrzuciło mi tył, a to przód gdzieś odskoczył... ale i tak było fajnie. Tylko na takie zabawy to moim zdaniem trzeba mieć rower zjazdowy czy jakieś inne mocne i przystosowane do latania po zjazdach 45 i wiecej stopni dwukołowe coś.
Wieczorkiem by się dojeździć i jednocześnie poduczyć fotografii pojechałem nad zalew, gdzie... spotkałem chmiela, potajemnie dokręcał kilometrów ;-)
średnia mimo szerokachnych opon została mocno zaniżona przez wprowadzanie rowera na górki... a na zjazdach wcale rewelacyjnych predkosci nie osiagałem, nie wiem czy choćby 40 osiągnałem. Ogólnie szerokie opony spowalniają i utrudniają jazde, ale jeśli nie jedzie się gdzieś daleko, jak na pradziada i jedzie się z zamiarem opuszczenia asfaltu, to sa spoko, byle nie przesadzić z ich masą i bieżnikiem.
dzisiaj nie zdjąłem jeszcze grubaśnych, posiadających bieżnik opon pożyczonych od chmiela na wczorajszy rajd terenowy, bo planem na dziś był kolejny wypad w teren.
Najpierw, niedługo po obiedzie wyjazd planowany, leśny tor motocrossowy pod Kozłowicami, jazda asfaltem, podobno najkrótsza drogą. Na miejscu po prostu wymiękłem, podjechanie pod większość górek bez uzyskania należytej prędkości na zjeździe było praktycznie niemożliwe, a prędkości na zjazdach nie uzyskiwałem choćby przez brak amora i po prostu ze strachu.
Zaliczyłem tylko jedną glebe, toche zbyt odważnie postanowiłem wyskoczyć na hopce, ale troche zbyt strachliwie operowałem hamulcem na dnie rowu... no i gleba ;-) ale co tam. Kilka razy było znacznie bardziej niebezpiecznie, a to podrzuciło mi tył, a to przód gdzieś odskoczył... ale i tak było fajnie. Tylko na takie zabawy to moim zdaniem trzeba mieć rower zjazdowy czy jakieś inne mocne i przystosowane do latania po zjazdach 45 i wiecej stopni dwukołowe coś.
Wieczorkiem by się dojeździć i jednocześnie poduczyć fotografii pojechałem nad zalew, gdzie... spotkałem chmiela, potajemnie dokręcał kilometrów ;-)
średnia mimo szerokachnych opon została mocno zaniżona przez wprowadzanie rowera na górki... a na zjazdach wcale rewelacyjnych predkosci nie osiagałem, nie wiem czy choćby 40 osiągnałem. Ogólnie szerokie opony spowalniają i utrudniają jazde, ale jeśli nie jedzie się gdzieś daleko, jak na pradziada i jedzie się z zamiarem opuszczenia asfaltu, to sa spoko, byle nie przesadzić z ich masą i bieżnikiem.
Kobyłka
Sobota, 19 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, dist: 100 and more, opis: nie sam
| Km: | 139.00 | Km teren: | 25.00 | Czas: | 06:00 | km/h: | 23.17 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Syców + Kobyla Góra z Chmielem
Dzień prędzej chmielu zapożyczył mi opony merida race lite i umówiliśmy się że o 9 wyruszamy na cross po Kobyłce. Ja od siebie dodałem że chce do Sycowa wpaść, kupić licznik, koszyk, bidon, dętki, rękawiczki i inne niezbędne jak cholera drobiazgi.
Chmielu ustalał trase - jego opony - jego plan - jego trasa... spoko, najpierw Syców, żeby dojechać żywym, jeszcze zanim zamkną. Kupiłem co trzeba i zaopatrzony w świerzą i pachnącą nowością sigmę 906 tuszyłem w teren.Jako że nie byłem nawigatorem to trasy nie powtórze. W każdym razie jak już dojechaliśmy do Marcinek to zrobiliśmy piękną ósemeczkę po okolicy, zahaczając oczywiście o krzyż milenijny - jak to nazwał nieświadomy w co niedługo wjedzie pan ;-) Ogólnie piasek, piasek i jeszcze kilka ton piasku. Szerokie opony nie kopią się tak bardzo, ale gdy prędkość spadnie poniżej 26kmh to zaczyna się proces powolnego tonięcia w piasku. Czasem prześpi się moment kiedy trzeba zwiększyć kadencje, a czasem po prostu brakuje już pary i zaczyna się jazda przez męke, chyba że jest gdzie zjechać z piachu. W każdym razie niezła jazda.
Kobyłka zdobyta kolejny raz, tym razem wraz z malowniczą okolicą.
Dzień prędzej chmielu zapożyczył mi opony merida race lite i umówiliśmy się że o 9 wyruszamy na cross po Kobyłce. Ja od siebie dodałem że chce do Sycowa wpaść, kupić licznik, koszyk, bidon, dętki, rękawiczki i inne niezbędne jak cholera drobiazgi.
Chmielu ustalał trase - jego opony - jego plan - jego trasa... spoko, najpierw Syców, żeby dojechać żywym, jeszcze zanim zamkną. Kupiłem co trzeba i zaopatrzony w świerzą i pachnącą nowością sigmę 906 tuszyłem w teren.Jako że nie byłem nawigatorem to trasy nie powtórze. W każdym razie jak już dojechaliśmy do Marcinek to zrobiliśmy piękną ósemeczkę po okolicy, zahaczając oczywiście o krzyż milenijny - jak to nazwał nieświadomy w co niedługo wjedzie pan ;-) Ogólnie piasek, piasek i jeszcze kilka ton piasku. Szerokie opony nie kopią się tak bardzo, ale gdy prędkość spadnie poniżej 26kmh to zaczyna się proces powolnego tonięcia w piasku. Czasem prześpi się moment kiedy trzeba zwiększyć kadencje, a czasem po prostu brakuje już pary i zaczyna się jazda przez męke, chyba że jest gdzie zjechać z piachu. W każdym razie niezła jazda.
Kobyłka zdobyta kolejny raz, tym razem wraz z malowniczą okolicą.
Szybka 30
Piątek, 18 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: flavia, cel: treningowo, dist: less than 50
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:04 | km/h: | 30.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
30 w czasie 58 minut a potem wieczorny bonusik
Szybka 30
Czwartek, 17 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, bike: flavia, dist: less than 50, opis: nie sam
| Km: | 48.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:36 | km/h: | 30.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: fernando | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
1. 30km w czasie 58:29 [flavia]
2. mała wieczorna przejazdzka z chmielem. [elnino]
2. mała wieczorna przejazdzka z chmielem. [elnino]
Kępno z KB
Środa, 16 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, dist: from 50 to 100, opis: nie sam
| Km: | 63.40 | Km teren: | 5.00 | Czas: | 02:39 | km/h: | 23.92 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wstałem z rana i chciałem pojeździć, ale jakoś nie mogłem się wybrać. Całe sczęście koło południa zadzwonił KB i tym razem udało nam się spotkać i pojeździć. Spotkanie na trasie do Biskupic, szybka decyzja - jedziemy do Kępna.
Już po paruset metrach stwierdziliśmy że do Kępna jednak nie jedziemy, ale na Wołczyn i Kluczbork.
trasa: Byczyna- > Byczyna -> Ciecierzyn -> Miechowa -> Komorzno -> Szklarka -> Szymonków -> Świniary Wielkie -> Wołczyn [troche pozwiedzaliśmy Wołczyn, min tamtejsza biede] -> Skałągi -> Kochłowice [postój u Kozdrona] -> Byczyna
potem czułem się niewyjeżdżony, ale wieczorem jak miałem machnąć sobie dodatkowe km wokół zalewu to wpadł chmielu i jakoś już mi sie odechciało ;-)
Już po paruset metrach stwierdziliśmy że do Kępna jednak nie jedziemy, ale na Wołczyn i Kluczbork.
trasa: Byczyna- > Byczyna -> Ciecierzyn -> Miechowa -> Komorzno -> Szklarka -> Szymonków -> Świniary Wielkie -> Wołczyn [troche pozwiedzaliśmy Wołczyn, min tamtejsza biede] -> Skałągi -> Kochłowice [postój u Kozdrona] -> Byczyna
potem czułem się niewyjeżdżony, ale wieczorem jak miałem machnąć sobie dodatkowe km wokół zalewu to wpadł chmielu i jakoś już mi sie odechciało ;-)
Rankingowo
Poniedziałek, 14 lipca 2008 Kategoria baza: Byczyna, bike: elnino, cel: bez celu, dist: less than 50
| Km: | 38.00 | Km teren: | 15.00 | Czas: | 01:48 | km/h: | 21.11 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trzeba było się rozruszać i zobić pare km żeby chmielu mnie w rankingu nie przeskoczył, co mi zapowiedział na Pradziadzie. Nie dam mu tej przyjemności i przynajmniej w lipcu i sierpniu będe miał większy przebieg.
Praded 2008 dzień 3
Niedziela, 13 lipca 2008 Kategoria bike: elnino, cel: turistas, dist: 100 and more, opis: nie sam
| Km: | 138.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:47 | km/h: | 28.85 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: orzeł7 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trzeci dzień wyprawy na Pradziada.
Co tu dużo pisać, powrót po prostu...
Można powiedzieć dzień kapci, bo najpierw platon złapał gume przez swoją zajechaną opone a potem ja przez swoje cwaniackie skakanie przez schodki... dobiłem dętke przez źle wymierzony skok na Krapkowickim rynku. Przez to ja zmieniałem ogumienie, a platon z chmielem wpierniczali pyszne lody... trudno...
Tempo chyba trzymaliśmy niezle, ale co sie dziwić, więcej zjazdów niż podjazdów, to jest dobre w wyjazdach w góry, zawsze powrót będzie jednak z lepszym bilansem wysokości. Szybko i łatwo mimo kapci dojechaliśmy [w ogóle to chyba z wiatrem mieliśmy, tak bonusowo] do Opola gdzie platon poczęstował nas obiadkiem [w sumie jego mama, ale co tak ;-) ] troche się zasiedzieliśmy i z Opola wyruszyliśmy o 17 [coś około, dokładnie nie pamietam], platon odprowadził nas na rogatki i pojechaliśmy ile sił w nogach do domu, główną trasą. Daleko nie zajechaliśmy, a pewnie gdyby nie to że chmielu trzymał stabilne tempo 30kmh to pewni jeszcze mniej byśmy ujechali ... złapał nas deszcz i wielgachna burza. Pioruny waliły ze wszystkich stron, a my siedzieliśmy na stalowym, przeszklonym przystanku, po cichu modląc się aby były w okolicy obiekty bardziej przyciągające pioruny. Po półtorej godziny, lub trochę dłuższym czasie doszliśmy do wniosku że takie siedzenie nie ma większego sensu i ruszyliśmy. Najpierw tempo było spokojne, bo ruch jakoś tak wzmożył się w tym deszczu. Jednak wraz z każdym przejechanym kilometrem rozkręcaliśmy się. Po jakimś czasie nawet ja zacząłem prowadzić, nie wiem dlaczego, bo watpie zeby chmielowi brakło sił, może bał się że mi braknie, bo nie mogłem się za nim chować bo od razu po wjechaniu za niego obrywałem litrami wody prosto w twarz. Jednak wole wode deszczowa przed zetknięciem się z jezdnią i jechałem albo troszku obok, albo daleko za. W każdym razie jechaliśmy coraz szybciej, zwolniliśmy dopiero przy przejeździe przez Kluczbork, poprosiłem o to bo już czułem zmęczenie i po tym jak zobaczyłem niemal kręcącego bączka kolesia w bmw stwierdziłem że nie ma po co ryzykować, za dużo debili na drodze. Za Kluczborkiem zaczęła się prawdziwa gonitwa, zjechaliśmy z głównej i jechaliśmy przez Łowkowice. Żeby mieć jakąś możliwość na sprawdzenie prędkości tego przejazdu mierzzyłem czas stoperem od skrzyżowania w Łowkowicach, wyszło 16 minut. 10.8km w okolicach 16 minut.. średnia na końcówce, jazda w deszczu i po mokrej nawierzchni, w nogach blisko 450 w 3 dni a tu średnia w okolicy 38kmh... szalenstwo... ale 3 dzien juz czułem w nogach, pewnie przez to szalone tempo.
w kazdym razie mimo deszczu i innych niezbyt fajnych niespodzianek wyjazd zaliczam do tych udanych i fajnych.
moze potem link do fotek na picassie, moze.
tymczasem wiecej o wycieczce mozna poczytac u platona i ryszardzika, zapraszam.
Co tu dużo pisać, powrót po prostu...
Można powiedzieć dzień kapci, bo najpierw platon złapał gume przez swoją zajechaną opone a potem ja przez swoje cwaniackie skakanie przez schodki... dobiłem dętke przez źle wymierzony skok na Krapkowickim rynku. Przez to ja zmieniałem ogumienie, a platon z chmielem wpierniczali pyszne lody... trudno...
Tempo chyba trzymaliśmy niezle, ale co sie dziwić, więcej zjazdów niż podjazdów, to jest dobre w wyjazdach w góry, zawsze powrót będzie jednak z lepszym bilansem wysokości. Szybko i łatwo mimo kapci dojechaliśmy [w ogóle to chyba z wiatrem mieliśmy, tak bonusowo] do Opola gdzie platon poczęstował nas obiadkiem [w sumie jego mama, ale co tak ;-) ] troche się zasiedzieliśmy i z Opola wyruszyliśmy o 17 [coś około, dokładnie nie pamietam], platon odprowadził nas na rogatki i pojechaliśmy ile sił w nogach do domu, główną trasą. Daleko nie zajechaliśmy, a pewnie gdyby nie to że chmielu trzymał stabilne tempo 30kmh to pewni jeszcze mniej byśmy ujechali ... złapał nas deszcz i wielgachna burza. Pioruny waliły ze wszystkich stron, a my siedzieliśmy na stalowym, przeszklonym przystanku, po cichu modląc się aby były w okolicy obiekty bardziej przyciągające pioruny. Po półtorej godziny, lub trochę dłuższym czasie doszliśmy do wniosku że takie siedzenie nie ma większego sensu i ruszyliśmy. Najpierw tempo było spokojne, bo ruch jakoś tak wzmożył się w tym deszczu. Jednak wraz z każdym przejechanym kilometrem rozkręcaliśmy się. Po jakimś czasie nawet ja zacząłem prowadzić, nie wiem dlaczego, bo watpie zeby chmielowi brakło sił, może bał się że mi braknie, bo nie mogłem się za nim chować bo od razu po wjechaniu za niego obrywałem litrami wody prosto w twarz. Jednak wole wode deszczowa przed zetknięciem się z jezdnią i jechałem albo troszku obok, albo daleko za. W każdym razie jechaliśmy coraz szybciej, zwolniliśmy dopiero przy przejeździe przez Kluczbork, poprosiłem o to bo już czułem zmęczenie i po tym jak zobaczyłem niemal kręcącego bączka kolesia w bmw stwierdziłem że nie ma po co ryzykować, za dużo debili na drodze. Za Kluczborkiem zaczęła się prawdziwa gonitwa, zjechaliśmy z głównej i jechaliśmy przez Łowkowice. Żeby mieć jakąś możliwość na sprawdzenie prędkości tego przejazdu mierzzyłem czas stoperem od skrzyżowania w Łowkowicach, wyszło 16 minut. 10.8km w okolicach 16 minut.. średnia na końcówce, jazda w deszczu i po mokrej nawierzchni, w nogach blisko 450 w 3 dni a tu średnia w okolicy 38kmh... szalenstwo... ale 3 dzien juz czułem w nogach, pewnie przez to szalone tempo.
w kazdym razie mimo deszczu i innych niezbyt fajnych niespodzianek wyjazd zaliczam do tych udanych i fajnych.
moze potem link do fotek na picassie, moze.
tymczasem wiecej o wycieczce mozna poczytac u platona i ryszardzika, zapraszam.






